Poniedziałek, kolejny dzień spędzony w mojej rodzinnej miejscowości. Piękny, choć trochę "kapryśny" poranek. Pełna zapału ruszam do pracy :) Przedpołudnie jak zwykle spędziłam w przedszkolu-miła atmosfera, bardzo dużo pozytywnej energii. Za to popołudnie szykowało dla mnie coś specjalnego: nowego pacjenta!
Całkiem poważnie - to nie taki zwykły mały brzdąc, ale wyzwanie. Zawsze, kiedy spotykam się z takim przypadkiem, jestem odrobinę przestraszona. Maleństwo ma 3 lata,nie mówi, słabo nawiązuje kontakt z otoczeniem i zostało wysłane na badania psychologiczno-pedagogiczne. Niestety diagnozy na razie brak, ale podobno autyzm został wykluczony. No i tak zaczęliśmy współpracę, bez konkretów, bez wytycznych. Po 20 minutach okazało się, że chłopiec nawet potrafi powtórzyć pewne wyrazy lub sylaby, ale tylko wtedy, kiedy jest mu to na rękę i najlepiej, żeby poprosiła o o to mama-to już coś. Niestety w całym spotkaniu więcej było złości i łez niż przyjemności, ale mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej i przyjemniej.
W końcu zdążyliśmy się trochę poznać :)
Trochę o dzieciach, pracy z nimi i różnych perypetiach, które przy okazji mnie spotykają :)
wtorek, 25 maja 2010
środa, 19 maja 2010
Wakacje-postrach pedagoga z własnym biznesem?
Czas biegnie nieubłaganie...Już prawie 4 miesiące odkąd podjęłam się własnej działalności.
Zbliżają się wakacje a w mojej głowie pojawiło się pytanie: co ja będę w tym czasie robić....?
No i póki co pomysłów brak. Przedszkola podczas wakacji nie prowadzą zajęć dydaktycznych, Małgosia będzie miała bardziej dostępną mamę, więc też nie będę potrzebna....
W związku z zaistniałą sytuacją rozpoczęłam poszukiwania zajęcia wakacyjnego. A muszę przyznać, że jest to sprawa niełatwa. Szkoda byłoby podejmować współpracę tylko na okres wakacji, a z drugiej strony trzeba się czymś zająć. Mam jeszcze co prawda cały miesiąc, ale lepiej nie zwlekać z tym do ostatniej chwili.
Najsmutniejsze jest to, że gdybym pracowała w szkole miałabym po prostu 2 miesiące wolnego :/
Ale bez narzekań - trzeba wziąć się ostro do pracy!
Zbliżają się wakacje a w mojej głowie pojawiło się pytanie: co ja będę w tym czasie robić....?
No i póki co pomysłów brak. Przedszkola podczas wakacji nie prowadzą zajęć dydaktycznych, Małgosia będzie miała bardziej dostępną mamę, więc też nie będę potrzebna....
W związku z zaistniałą sytuacją rozpoczęłam poszukiwania zajęcia wakacyjnego. A muszę przyznać, że jest to sprawa niełatwa. Szkoda byłoby podejmować współpracę tylko na okres wakacji, a z drugiej strony trzeba się czymś zająć. Mam jeszcze co prawda cały miesiąc, ale lepiej nie zwlekać z tym do ostatniej chwili.
Najsmutniejsze jest to, że gdybym pracowała w szkole miałabym po prostu 2 miesiące wolnego :/
Ale bez narzekań - trzeba wziąć się ostro do pracy!
wtorek, 11 maja 2010
PKS
Tygodnie mijają,a ja kompletnie nie mam czasu na pisanie...Ostatnio tyle się dzieje, co oczywiście mnie bardzo cieszy :) Wczorajsza wizyta w Kowalewie zmobilizowała mnie do jeszcze intensywniejszej pracy, z resztą czeka mnie spotkanie z rodzicami i zajęcia otwarte. Trzeba się porządnie przygotować!
Tak myślałam jeszcze wczoraj podczas przerwy w pracy...motywacja spadła nagle kiedy próbowałam,po przyjęciach w przychodni, wrócić do domu...Ponieważ Bydgoszcz i Kowalewo dzieli około 80 kilometrów stanowi to 2-3 h czasu spędzonego w komunikacji międzymiastowej, który staram się poświęcić na pracę bądź przyjemność. Wczoraj jednak mi się nie udało. Zawiodła komunikacja...
Przystanek PKS w Kowalewie. Jeden autobus mi uciekł-moja wina. Drugi nie przyjechał, w końcu trzecim wg rozkładu udało mi się dotrzeć do dworca w Toruniu. 19:20 - super, zdążyłam na autobus do Bydgoszczy o 19:35! Na stanowisku ze mną jeszcze kilka osób, kurs wyświetlony na tablicy najbliższych odjazdów. Czekam...czekam i zaczynam się denerwować 19:50-pewnie ma spóźnienie-mówi ktoś obok. Czekam dalej, brak jakiejkolwiek informacji o spóźnieniu bądź braku połączenia.
20:10 - zimno mi, ale nie wejdę do budynku, bo co zrobię, jak go przeoczę. 20:25- za chwilę wg rozkładu powinien być kolejny, masakra - powinnam być już w Bydgoszczy!
20:40 - info brak, ale ktoś twierdzi, że jakieś autobusy od dziś miały być odwołane.Hmm...ciekawe, a PKS tego nie wie...
20:45 - dzwonię do kuzynostwa, czy mogę u nich przenocować, bo chyba utknęłam i...pojawił się na horyzoncie, niesamowity, zjawiskowy busik! tak, to on!
Kierowca w promocji postanowił sprawdzić jak szybko da się dojechać do celu, dlatego już o 21:20 byliśmy w centrum Bydgoszczy.
Po 20 minutach byłam już w domu - chwała za to kierowcy!!!!! (normalnie powiedziałabym, że to dzikus,ale w tym wypadku...)
W związku z zaistniałą sytuacją postanowiłam pracować do 17:00 i wracać do domu bezpośrednim autobusem :)
Tak myślałam jeszcze wczoraj podczas przerwy w pracy...motywacja spadła nagle kiedy próbowałam,po przyjęciach w przychodni, wrócić do domu...Ponieważ Bydgoszcz i Kowalewo dzieli około 80 kilometrów stanowi to 2-3 h czasu spędzonego w komunikacji międzymiastowej, który staram się poświęcić na pracę bądź przyjemność. Wczoraj jednak mi się nie udało. Zawiodła komunikacja...
Przystanek PKS w Kowalewie. Jeden autobus mi uciekł-moja wina. Drugi nie przyjechał, w końcu trzecim wg rozkładu udało mi się dotrzeć do dworca w Toruniu. 19:20 - super, zdążyłam na autobus do Bydgoszczy o 19:35! Na stanowisku ze mną jeszcze kilka osób, kurs wyświetlony na tablicy najbliższych odjazdów. Czekam...czekam i zaczynam się denerwować 19:50-pewnie ma spóźnienie-mówi ktoś obok. Czekam dalej, brak jakiejkolwiek informacji o spóźnieniu bądź braku połączenia.
20:10 - zimno mi, ale nie wejdę do budynku, bo co zrobię, jak go przeoczę. 20:25- za chwilę wg rozkładu powinien być kolejny, masakra - powinnam być już w Bydgoszczy!
20:40 - info brak, ale ktoś twierdzi, że jakieś autobusy od dziś miały być odwołane.Hmm...ciekawe, a PKS tego nie wie...
20:45 - dzwonię do kuzynostwa, czy mogę u nich przenocować, bo chyba utknęłam i...pojawił się na horyzoncie, niesamowity, zjawiskowy busik! tak, to on!
Kierowca w promocji postanowił sprawdzić jak szybko da się dojechać do celu, dlatego już o 21:20 byliśmy w centrum Bydgoszczy.
Po 20 minutach byłam już w domu - chwała za to kierowcy!!!!! (normalnie powiedziałabym, że to dzikus,ale w tym wypadku...)
W związku z zaistniałą sytuacją postanowiłam pracować do 17:00 i wracać do domu bezpośrednim autobusem :)
środa, 21 kwietnia 2010
Rozkręcamy się :)
Powolutku, małymi kroczkami... w końcu widać efekty :) W moim przedszkolu coraz większe zainteresowanie zajęciami. Rodzice chcą wiedzieć wszystko na temat przeprowadzanych ćwiczeń (dopytują się o instrukcje ich wykonania) oraz postępów swoich pociech. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się aż tylu pytań. Jestem wręcz zachwycona! Dzieci również pracują bardzo chętnie, więc efekty powolutku są widoczne.
Gabinet również ma się coraz lepiej. Były momenty, że myślałam już, że nic nie ruszy. Sobotnie kwitnięcie momentami było nie do zniesienia. A tu niespodzianka! W sobotni poranek w przychodni spotkałam znajomych, którzy przyszli do lekarza ze swoimi dziećmi. Po krótkiej rozmowie okazało się, że ich syn ma problemy z wymową i że chętnie skorzystają z moich usług.
Trochę później zagadnęła mnie mama sześcioletniego chłopca i zapytała czy prowadzę zajęcia tylko w przedszkolu, czy można mnie gdzieś jeszcze złapać. W ten sposób w ubiegłym tygodniu na pierwsze zajęcia zapisało się dwóch nowych pacjentów :) oby szło tak dalej...
Gabinet również ma się coraz lepiej. Były momenty, że myślałam już, że nic nie ruszy. Sobotnie kwitnięcie momentami było nie do zniesienia. A tu niespodzianka! W sobotni poranek w przychodni spotkałam znajomych, którzy przyszli do lekarza ze swoimi dziećmi. Po krótkiej rozmowie okazało się, że ich syn ma problemy z wymową i że chętnie skorzystają z moich usług.
Trochę później zagadnęła mnie mama sześcioletniego chłopca i zapytała czy prowadzę zajęcia tylko w przedszkolu, czy można mnie gdzieś jeszcze złapać. W ten sposób w ubiegłym tygodniu na pierwsze zajęcia zapisało się dwóch nowych pacjentów :) oby szło tak dalej...
niedziela, 4 kwietnia 2010
Świadomy rodzic - prawdziwy skarb!
2 kwietnia - jak co piątek biegnę do przedszkola w moim rodzinnym mieście. Prowadzę tam zajęcia z dziećmi, które mają problemy z wymową (przede wszystkim). Dzieciaczki są świetne, pełne entuzjazmu i chętne do pracy. Niestety już teraz widać bardzo wyraźnie (po 2 miesiącach zajęć), którzy rodzice przykładają się do ćwiczeń z dzieckiem w domu, a gdzie uważa się, ze jeżeli płaci się za zajęcia, to nic z siebie nie trzeba już dawać.
No, niestety, nie jest to aż tak proste. Aby uzyskać efekty trzeba włożyć w to odrobinę pracy. Dziecko w wieku przedszkolnym nie poradzi sobie samo z ćwiczeniami i potrzebny jest mu nadzór ze strony rodzica bądź kogoś starszego.
Z drugiej jednak strony można też spotkać osoby, którym bardzo zależy, aby ich dziecko mówiło poprawnie. Ja ostatnio spotkałam dwie takie "świadome mamy". Muszę przyznać, że byłam naprawdę bardzo zaskoczona. Obie mamy młode, z dziećmi w wieku 4-5 lat, bardzo zaangażowane w pracę z nimi. Jedna z nich to mama dziecka przedszkolnego, która stwierdziła, że zajęcia 2 razy w miesiącu to za mało i bardzo chciałaby, aby odbywały się one częściej. Chciała też dowiedzieć się czemu służyć mają poszczególne ćwiczenia i jakich efektów należy się spodziewać.
Rozmowy z obiema paniami były dla mnie czystą przyjemnością i szczerze mówiąc życzyłabym sobie, aby wszyscy rodzice mieli takie właśnie podejście.
Drodzy Rodzice, to jak mówi Wasza pociecha może rzutować w przyszłości na jakość kontaktów społecznych i naukę szkolną.
No, niestety, nie jest to aż tak proste. Aby uzyskać efekty trzeba włożyć w to odrobinę pracy. Dziecko w wieku przedszkolnym nie poradzi sobie samo z ćwiczeniami i potrzebny jest mu nadzór ze strony rodzica bądź kogoś starszego.
Z drugiej jednak strony można też spotkać osoby, którym bardzo zależy, aby ich dziecko mówiło poprawnie. Ja ostatnio spotkałam dwie takie "świadome mamy". Muszę przyznać, że byłam naprawdę bardzo zaskoczona. Obie mamy młode, z dziećmi w wieku 4-5 lat, bardzo zaangażowane w pracę z nimi. Jedna z nich to mama dziecka przedszkolnego, która stwierdziła, że zajęcia 2 razy w miesiącu to za mało i bardzo chciałaby, aby odbywały się one częściej. Chciała też dowiedzieć się czemu służyć mają poszczególne ćwiczenia i jakich efektów należy się spodziewać.
Rozmowy z obiema paniami były dla mnie czystą przyjemnością i szczerze mówiąc życzyłabym sobie, aby wszyscy rodzice mieli takie właśnie podejście.
Drodzy Rodzice, to jak mówi Wasza pociecha może rzutować w przyszłości na jakość kontaktów społecznych i naukę szkolną.
wtorek, 23 marca 2010
Gośka
Gosia jest moją podopieczną od końca listopada ubiegłego roku. To fantastyczna, roczna już dziewczynka (jak ten czas leci...).
Kiedy zaczynałam pracę z nią troszkę obawiałam się, że sobie nie poradzę albo zbyt szybko się znudzę. Nic z tego. Praca z Gośką jest fascynująca, choć momentami wyczerpująca i zdecydowanie nie można narzekać na nudę. Odkrywanie z nią świata jest niesamowite! Najfajniejsze jest to, że maluchy potrafią cieszyć z każdego, najmniejszego nawet osiągnięcia - tak niewiele potrzeba im do szczęścia. Szkoda, że z wiekiem ta cecha zanika.
Jeżeli chodzi o rodziców Gosi to zdecydowanie dobrze trafiłam. To młode małżeństwo z mnóstwem spraw na głowie. Są bardzo sympatyczni, zawsze stawiają sprawy jasno, co zdecydowanie ułatwia nam współpracę.
A teraz już lecę do Gosi, pewnie niedługo się obudzi :)
Kiedy zaczynałam pracę z nią troszkę obawiałam się, że sobie nie poradzę albo zbyt szybko się znudzę. Nic z tego. Praca z Gośką jest fascynująca, choć momentami wyczerpująca i zdecydowanie nie można narzekać na nudę. Odkrywanie z nią świata jest niesamowite! Najfajniejsze jest to, że maluchy potrafią cieszyć z każdego, najmniejszego nawet osiągnięcia - tak niewiele potrzeba im do szczęścia. Szkoda, że z wiekiem ta cecha zanika.
Jeżeli chodzi o rodziców Gosi to zdecydowanie dobrze trafiłam. To młode małżeństwo z mnóstwem spraw na głowie. Są bardzo sympatyczni, zawsze stawiają sprawy jasno, co zdecydowanie ułatwia nam współpracę.
A teraz już lecę do Gosi, pewnie niedługo się obudzi :)
poniedziałek, 22 marca 2010
Jak my do nich, tak one do nas
Bardzo często rozmawiam z rodzicami, którzy są zdziwieni, że ich pociecha "źle" mówi. Przecież oni nie mają wady wymowy, a dzieci seplenią albo wszystko spieszczają. Jak to możliwe? Przyczyn może być bardzo wiele, ale jedną z nich może być niewłaściwe posługiwanie się językiem w środowisku dziecka.
Dzieci uczą się wszystkiego z otoczenia, a więc jeżeli jakaś bajka lub najbliżsi seplenią dla żartu jak smok, to taki wzorzec się utrwala.
Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie wady wymowy borą się właśnie stąd, bo liczne wiążą się z innymi czynnikami, ale jest pewna ich część powstająca w ten sposób.
Do przemyśleń takich skłoniła mnie zasłyszana ostatnio rozmowa babci i wnuczki (tak podejrzewam). Dziewczynka około 3 lat, posługująca się pięknie pełnymi zdaniami i starsza kobieta mówiąca : o jakie mas slicne gumecki we wsłoskach! Kto Ci je kupił? a moze ciućku chcesz? W takich momentach czuję ciarki na plecach!
Mówmy do dzieci normalnie, a na pewno będzie im łatwiej nauczyć się prawidłowego posługiwania się mową.
Dzieci uczą się wszystkiego z otoczenia, a więc jeżeli jakaś bajka lub najbliżsi seplenią dla żartu jak smok, to taki wzorzec się utrwala.
Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie wady wymowy borą się właśnie stąd, bo liczne wiążą się z innymi czynnikami, ale jest pewna ich część powstająca w ten sposób.
Do przemyśleń takich skłoniła mnie zasłyszana ostatnio rozmowa babci i wnuczki (tak podejrzewam). Dziewczynka około 3 lat, posługująca się pięknie pełnymi zdaniami i starsza kobieta mówiąca : o jakie mas slicne gumecki we wsłoskach! Kto Ci je kupił? a moze ciućku chcesz? W takich momentach czuję ciarki na plecach!
Mówmy do dzieci normalnie, a na pewno będzie im łatwiej nauczyć się prawidłowego posługiwania się mową.
Subskrybuj:
Posty (Atom)